Wywiad z Kariną Wojciechowską

Wywiad z Kariną Wojciechowską 

Sylwia:

Pani Karino, w 1992 roku zdobyła Pani koronę Miss Planet. Jak to jest być najpiękniejszą kobietą Planety Ziemia?

Karina:

Ta przygoda była dla mnie niezwykłą szkołą życia. „Kopciuszek z Mysłowic”, tak o mnie mówiono, musiał stać się z dnia na dzień królową. Wielki świat: pokazy mody w Mediolanie, sesje zdjęciowe w Paryżu, przyjęcia w Nowym Jorku, projekty charytatywne w Afryce – to wszystko pochłonęło mnie z dnia na dzień. Nie było okresu przejściowego.  W jednej chwili przechodziłam szkolenia z zasad savoir-vivre, dyplomacji, stylizacji, makijażu, a w drugiej – z zachowania scenicznego, występów, przemówień przed publicznością i kamerą. Ze zwykłej nastolatki, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, musiałam stać się kobietą, która zawsze wygląda reprezentacyjnie, udzieli wywiadu do ekskluzywnego pisma, jest pełna energii i zawsze uśmiechnięta. Ale chodziło przecież o reprezentowanie Polski na całym świecie... Dlatego uczyłam się szybko, nie miałam wyboru.

 

Sylwia:

Niedawno odbyła się Pani sesja zdjęciowa dla Admireme. Pozowała Pani jak zawodowa modelka. Teraz już wiem dlaczego.

Karina:

No cóż, nie była to moja pierwsza sesja zdjęciowa...

 

Sylwia:

Konkursy piękności, które Pani wygrała, miały miejsce 24 lata temu. Jednak Pani uroda nadal budzi powszechny podziw. Kiedy wchodziłyśmy do restauracji  - widziałam, że mężczyźni oglądali się za Panią ...

Karina:

Ja nic takiego nie zauważyłam (śmiech).

 

Sylwia:

Jest Pani matką dwójki dorosłych dzieci. Zachowała jednak Pani figurę młodej kobiety. Czy to wynik jakiejś drakońskiej diety i permanentnych ćwiczeń, czy raczej wypracowanego stylu życia?

Karina:

Zawsze byłam i jestem osoba bardzo aktywną. Lubię biegać, pływać, uprawiać sporty zimowe, nie lubię nudy. Dbam też o to, co jem. Nie męczę się dietami i nawet czasami pozwalam sobie na fast foody, jednak we wszystkim stosuję umiar i rozsadek. Dbam o siebie po to, aby czuć, że to moja wola i mój wybór. To jak wyglądam jest w moich rękach, ale nie przesadzam w żadną stronę.

 

Sylwia:

Przyniesiono nam właśnie pyszne sałatki. Widzę, że unika Pani pieczywa...

Karina:

Sałata jest soczysta, podana w dużej ilości, do tego pierś kaczki, świetny dresing – to w zupełności wystarczy. Pieczywo uważam za zbyteczne.

 

Sylwia:

Co weźmiemy na deser?

Karina:

Proponuję kawę cappuccino.

 

Sylwia:

Jest Pani autorką książki wydanej w 2012 roku „Niebo usłane grzechami”. Jako pierwsza i jedyna Miss Polonia opowiedziała Pani w formie współczesnej powieści realistycznej o prawdziwej stronie bycia najpiękniejszą Polką. Są w książce zamieszczone zdjęcia Pani jako Miss Polonia i Miss Planet, zdjęcia z podróży po świecie, kiedy prowadziła Pani działalność charytatywną. Zadam teraz pytanie, które z pewnością zadawano już Pani niejeden raz: ile prawdy w tej książce o Pani życiu a ile fikcji?

Karina:

Książka oparta jest na moich przeżyciach i na moich doświadczeniach. Nie mogłabym o tym opowiedzieć gdybym tego nie doświadczyła, ale ile w niej prawdy, a ile zmyślonej historii, pozostawię tylko dla siebie. Prawdę znają najbliżsi, którzy znają moje życie i niech tak pozostanie.

Sylwia:

KiedyMiss Polonia jest koronowana –widzimy w telewizji,  jakwszystkie kandydatki, którym się nie udało -  rzucają się na zwyciężczynię, towarzyszą temu łzy szczęścia, gratulacje, pocałunki, serdeczność. Pani pisze w książce o szczypaniu. Czy to możliwe, że koleżanki, z którymi dzieliła Pani trudy przygotowań i stres - zadawały Pani w takim momencie ból?

Karina:

Nie wszystkie. Ale niektóre tak mocno szczypały, z uśmiechem na ustach, że miałam  siniaki. Są różne formy rozładowania frustracji, nie każdy umie z godnością pogodzić się z porażką, nie każdy radzi sobie z zazdrością. Nie każdy umie cieszyć się szczęściem drugiej osoby. Jednak nie ma się czym martwić, ponieważ tych dobrych ludzi jest zdecydowanie więcej. Dla usprawiedliwienia dodam, że konkursom piękności towarzyszą ogromne emocje, jest niezwykle silne parcie na sukces, najmniejsze nawet niepowodzenie bardzo się przeżywa, odbiera się osobiście. W momencie ogłoszenia wyniku – tylko jedna dziewczyna jest nieprzytomna ze szczęścia. Pozostałe czują zawód, bo ich największe marzenie nie spełniło się, nie udało się. Nie mam im za złe tego, że tak odreagowały swój smutek. Chociaż wiem, że ja bym tak nie postąpiła.  

Sylwia:

Mam kolejne pytanie dotyczące książki, bardzo osobiste. Chodzi o podróżowanie helikopterem na randki z milionerem i kolacje na dachu najbogatszej stolicy świata. To ubarwienie literackie?

Karina:

To akurat bardzo miła prawda.

 

Sylwia:

Czy książkę można kupić?

Karina:

Tak można. W formie e-booka lub w formie papierowej, kontaktując się przez facebooka, wpisując tytuł książki.

 

Sylwia:

Jest Pani na co dzień osobą niezwykle aktywną zawodowo. Jednym z Pani biznesów jest CARE AND MANAGEMENT - szkolenia, kreowanie wizerunku i warsztaty dla kobiet. Miss Polonia kojarzy nam się z pozowaniem do zdjęć, a tu takie poważne intelektualnie zajęcie...

Karina:

Prowadzenie szkoleń, warsztatów i wykładów to moja pasja, którą z powodzeniem realizuję. W temacie biznesowym zakres moich działań dotyczy wprowadzania procedur, podnoszenia jakości i organizacji pracy, bezpośredniej obsługi klienta, planowania zadań marketingowych i zdobywania rynku, a dla osób indywidualnych dotyczy wizerunku i zdobywania pewności siebie.

 

Sylwia:

Stworzyła Pani program adresowany do kobiet chcących podnieść jakość swojego życia. Na wykładach i warsztatach uczy Pani kobiety, że „Piękno to Twój wybór”. Czy rzeczywiście tak jest?

Karina:

Jednoznacznie tak. Wszystko zależy od naszej świadomości i umiejętności kierowania sobą. Nie trzeba być Miss Polonią żeby dobrze wyglądać, czuć się ze sobą świetnie. Nie trzeba mieć super sylwetki i długich nóg, żeby zachwycać wyglądem. Trzeba znać swoje zalety i je eksponować, znać swoje niedoskonałości i je tuszować. Ot takie kobiece sztuczki.

Sylwia:

Co jest najważniejsze w wizerunku kobiety?

Karina:

Na wizerunek składa się wiele elementów. Od tego, co widzimy na zewnątrz, do tego, co mamy w sercu. Jako że jesteśmy społeczeństwem obrazkowym, bardzo ważny jest nasz wygląd. To jakie zrobimy pierwsze wrażenie, które przede wszystkim oparte jest na bodźcach wzrokowych, często waży na istotnych sprawach naszego życia. Ale nie przykryjemy wszystkiego wyglądem, bo jeżeli nie będziemy miały dobrego wnętrza, to po bliższym poznaniu i tak zostanie to odkryte. Dlatego ja uczę jak się ubierać, jak używać mowy ciała, ale uczę też, jak się rozwijać, dbać o swoje emocje i wierzyć w siebie.

 

Sylwia:

Mówi Pani o odpowiednich kosmetykach. Czy takie są kosmetyki Omorovicza?

Karina:

Kosmetyki Omorovicza są niezwykle skuteczne. Moja cera przyzwyczajona jest do kosmetyków wysokiej jakości. Pomimo to, nie umie oprzeć się odmładzającej formule Hydro-Mineral Transfer, która jest największym atutem marki Omorovicza. Nie spotkałam nigdy dotąd tak wspaniałych kosmetyków. Firma nie koncentruje się na wieku kobiety, ale na problemach skóry. Dlatego termalny balsam do mycia twarzy, ulubieniec gwiazd Hollywood, leczy z powodzeniem trądzik młodej dziewczyny, jak również niedoskonałości cery dojrzałej kobiety, która za chwilę ma zdjęcia do filmu. Każda kobieta ma swoje problemy z cerą, mam je też i ja. To niebywałe szczęście mieć możliwość zastosowania kosmetyku, który ma dopomóc w problemach i obserwować z dnia na dzień, jak tego dokonuje. Jednak... , powiedzmy sobie szczerze,  nie mówimy tu o jakimś kolejnym wynalazku, ale o wynalazku na skalę światową. Przecież laboratorium, które opracowało dla Omorovicza formułę  HMT jest laureatem nagrody Nobla. Ten kosmetyczny cud dla kobiet stworzyli najlepsi chemicy naszej planety. 

 

Sylwia:

Jak to się stało, że została Pani Ambasadorką Marki Omorovicza w Polsce? Będąc symbolem piękna dla kobiet – z pewnością miała Pani niejedną propozycję od koncernów kosmetycznych.

Karina:

Poradziłam mojej znajomej, żeby zlikwidowała sobie botoksem bruzdę mimiczną na czole pomiędzy brwiami. Takie bruzdy postarzają. Kiedy spotkałyśmy się po czterech tygodniach – miała gładkie czoło, wyglądała dziesięć lat młodziej. Zapytałam ją czy bolało i czy przekonała się do igły. Powiedziała, że nie skorzystała z zabiegu, zastosowała natomiast niezwykły krem pewnej luksusowej marki. Byłam w szoku. Nigdy nie słyszałam, żeby kosmetyk był w stanie wygładzić tak głębokie zmarszczki. No i tak to się zaczęło...

 

Sylwia:

Czy Pani zdaniem Omorovicza to marka, która jest szczególnie dobra w jednej dziedzinie, na przykład w kuracji przeciwzmarszczkowej, czy też ma inne silne strony? Chodzi mi o oczyszczanie, peeling, dożywianie maseczkami. Czy trzeba szukać tego u innych?

Karina:

 Wiem, co ma Pani na myśli. My kobiety, ponieważ wciąż poszukujemy dla siebie kosmetyków idealnych, kupujemy krem i serum od jednej firmy, enzymatyczny peeling od innej a BB jeszcze od kogoś innego. Jeśli chodzi o Omorovicza – tutaj kobieta znajdzie wszystko, począwszy od oczyszczania i likwidacji niejednokrotnie poważnych problemów cery - na podkładzie skończywszy. Wydawałoby się jednak, że to żadna rewelacja, bo firm produkujących kosmetyki kompleksowo jest dużo. Jeśli jednak dodam, że każdy kosmetyk Omorovicza został opracowany z taką pomysłowością i starannością, że zbiera teraz najbardziej prestiżowe nagrody na sześciu kontynentach – stanowi to poważny wyróżnik dla tej marki. Weźmy na przykład termalny balsam do mycia twarzy –  Omorovicza, jako pierwsza firma na świecie stworzyła taki produkt, wcześniej kobiety tego nie znały. Dzisiaj inne firmy poszły w ich ślady i kopiują pomysł, ale żaden balsam oczyszczający nie ma takiego prestiżu na świecie. Od 2012 roku, cały czas, po dzisiejszy dzień (zwycięzca Beauty Shortlist Awards 2016) otrzymuje najbardziej pożądane przez firmy kosmetyczne nagrody, jako najlepszy oczyszczający balsam do twarzy. Takie same osiągnięcia marka Omorovicza ma w maseczkach, serum czy kremach.  

Sylwia:

Widzę, że jest Pani nie tylko Ambasadorką marki Omorovicza ale i entuzjastką ich produktów.

Karina:

Tak, począwszy od porannego oczyszczenia cery składnikami, które już 2000 lat temu leczyły rany rzymskich legionistów. Po oczyszczeniu nawilżam i napinam skórę wspaniałym tonikiem pełnym pektyn jabłkowych, dożywiam cerę niezwykle mocnym serum wnikającym w głąb niepożądanych zmian a kończę na podkładzie do makijażu. Wszystko z największą radością stosuję od Omorovicza. Wieczorem zaparzam sobie herbatę śliwkowo –waniliową, która kojarzy mi się z Węgrami i robię sobie kilka minut odprężającego relaksu z maseczką na twarzy, z drobinami złota naprawiającymi mikrouszkodzenia.

Sylwia:

Pięknie... Czy Omorovicza to firma węgierska?

Karina:

Firma ma siedzibę w Londynie, z Węgier natomiast czerpie podstawowy komponent do swoich kosmetyków – wodę termalną, która ze względu na to, że skorupa ziemska jest tam niemal dwa razy cieńsza niż gdzie indziej – ma niespotykane właściwości odmładzające.

 

Sylwia:

Brzmi to wszystko jak bajka. Na koniec zapytam, czy ma Pani wśród kosmetyków Omorovicza swojego faworyta?

Karina:

Trudno jest zdecydowanie wyróżnić jeden produkt, ale nie kończę dnia bez oczyszczenia twarzy Thermal Cleansing Balm, bo wielką wagę przywiązuję do codziennej pielęgnacji, a szczególnie przed snem. Natomiast w ciągu dnia nie rozstaję się z Queen of Hungary Mist. Ten wspaniały tonik spowodował, że mogę sięgnąć po komfort do torebki i w każdej chwili przeżyć coś cudownego. Stosuję go nawet na makijaż. Wspaniale  nawilża, odświeża i napina skórę. Upał, klimatyzacja, czy kaloryfer zimą, nie są już dla mnie problemem. Odświeża moją skórę przed wyjściem, a raczej dosłownie „wejściem” na wielkie przyjęcie i koi ją przed pójściem spać. Rozpylam go i zachwycam się jego historią, wszak początek tonikowi dała Królowa Elżbieta Łokietkówna.

 

Sylwia: Dziękując za rozmowę, chciałabym powiedzieć, że Miss Polonia 91 jest niezwykle serdeczną i bezpośrednią osobą. Nie stwarza Pani dystansu z rozmówcą,  nie ma Pani w sobie nic z wyniosłości Królowej, choć Królową niewątpliwie Pani jest. Elegancji i dobrego tonu. Jeszcze raz dziękuję.